
– Córko, moja sytuacja jest pilna. – Wujku, słuchaj, mówiłem ci, że prezes naszej fundacji nie będzie tu po tym czasie. Nie przyjdzie dzisiaj. Zostaw swój numer, zadzwonię, kiedy przyjedzie. – Nie mam tyle czasu, moje dziecko, idź i wróć. Może… może przyjdzie. Jeśli mogłabyś do niego zadzwonić… – Przepraszam, nie mogę zadzwonić i zapytać, czy przyjdzie, ale obiecuję, że dam ci znać, kiedy przyjedzie. Dam ci znać. – Dobrze, córko, rozumiem. But poczekam do wieczora, może przyjdzie. – Dobrze, przynajmniej coś ci powiem. Witam, panie Cihan, zadzwonię. – Nie chcę, żeby mi przeszkadzano. – Tab Cihan… czy on nie jest prezesem? On jest naszym szefem, może znajdzie rozwiązanie mojego problemu. Ty też. I tak nie chciałaś, żeby ci przeszkadzano. On nie zajmuje się sprawami fundacji, jest jej prezesem. Aner. Proszę pani, dobrze, dobrze, niech tak będzie, córko.
Przed Urzędem Stanu Cywilnego stoi pasażer, pytałam o ciebie, jak on mógł zapytać bezpośrednio o mnie? Nie zrozumiałem, to mój stary klient. Może to żart, o mój Boże, OK, i tak jestem blisko. Wychodzę.
– Dobrze się czujesz, wujku? – Jak mogę mieć się dobrze, moja dziewczyno? Wszystko na tym świecie jest kłamstwem. – Dlaczego to powiedziałeś? – Nie widzisz dziewczyny? Ogromna… Jeśli włączysz telewizory holdingu, zobaczysz pełno reklam w gazetach. Mówią w nich wielkie słowa, takie jak: „Jesteśmy rozwiązaniem twoich problemów, trzymamy cię za rękę, chodź, pomożemy ci”, ale przychodzisz i nic tam nie ma. – Do kogo w ogóle przyszedłeś? – Nowe Życie. Jest tam fundacja, jest jej prezes. Przyszedłem do niej. Co powiedzieli? Są jednością… nie nosił tego, ale nie mamy ani nowego życia, ani nowej nadziei. Przepraszam, mówią, że też masz ból głowy, zostańmy… będzie nosić to, wujku, chodź ze mną, niewidomy chłopiec jest chory w domu, ten dziwny mróz cię czeka. Fundacja… Nie chciałeś się spotkać z prezydentem? – Chcę, chcę, ale powiedzieli, że mojej córki tu nie ma, powiedzieli, że nie ma pewności, czy przyjdzie. – Chodź ze mną! – Po co miałbym iść, córko? Na litość boską, zbyli mnie. – Nie chcę cię wywalać z pracy, zapomnij o tym, wujku, mnie nie wywalisz z pracy, chodź tym razem. Obiecuję, że się ciebie nie pozbędę. Chodź.