Panna młoda odc. 95: Beyza i Mukadder świętują! Hancer jednak zapowiada powrót!

„Panna młoda” Odc. 95 – streszczenieNastał nowy dzień, ale nie przyniósł ukojenia.Poranne światło wpadało szerokimi strumieniami przez duże okna, rozlewając się po jasnym salonie. Wszystko wyglądało spokojnie — stół nakryty obrusem, filiżanki ustawione równo, świeże kwiaty w wazonie. Jakby w tym domu nic złego się nie wydarzyło.

A jednak cisza była ciężka.Hancer spała skulona na kanapie, w tej samej pozycji, w której zostawił ją wieczór — zmęczoną, rozbitą, wyczerpaną łzami.Obudził ją delikatny dotyk.Ciepło czyichś ust na policzku.Drgnęła gwałtownie. Otworzyła oczy i natychmiast odsunęła się, jakby została oparzona.— Co robisz?! — rzuciła ostro, podnosząc się na łokciach.Cihan usiadł obok niej, spokojny, ale napięty.— Próbuję to naprawić — odpowiedział cicho.Hancer cofnęła się jeszcze bardziej, aż niemal wcisnęła się w oparcie kanapy.— Trzymaj się ode mnie z daleka.Nie posłuchał.Chwycił jej dłoń.Jego uścisk był silny. Zbyt silny. Jakby chciał zatrzymać ją przy sobie za wszelką cenę.— Nie mogę — powiedział stanowczo. — To niemożliwe.Reklama

Hancer wyrwała rękę, patrząc na niego z rosnącą niechęcią.— Puść mnie.Cihan westchnął ciężko, jakby każde jej słowo wbijało się w niego jak igła.— Przygotowałem śniadanie — dodał po chwili łagodniej. — Chociaż spróbuj coś zjeść.Jej spojrzenie natychmiast stwardniało.— Nie chcę. Nie będę jadła. Nawet wody od ciebie nie przyjmę.— Od wczoraj nic nie jadłaś — odpowiedział spokojnie, choć w jego głosie było napięcie. — W ten sposób zranisz siebie, nie mnie.— Powiedziałam, że nie chcę!Zapadła krótka cisza.— Dobrze — odparł w końcu. — Nie musisz jeść. Ale usiądź przy stole. Musimy porozmawiać.Hancer parsknęła gorzko.— O czym? Twoje kłamstwa jeszcze się nie skończyły?Cihan spojrzał na nią uważnie.— Nie okłamałem cię — zaczął powoli. — Ukrywałem tylko prawdę.ReklamaUśmiechnęła się krzywo, z niedowierzaniem.— To żadna różnica.On jednak mówił dalej, jakby musiał to z siebie wyrzucić:— Nie planowałem tego. Naprawdę. Zakochałem się w tobie… i to wszystko wymknęło się spod kontroli. Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy… — urwał na moment — nie przypuszczałem, że moje życie się zmieni.Nachylił się lekko.— Miałaś zamieszkać w starym domu. Urodzić moje dziecko. Zająć się nim. To był plan.Jego głos złagodniał.— A teraz… jesteś moim życiem.Delikatnie przykrył jej dłoń swoją. Hancer natychmiast ją cofnęła.— Już nic dla ciebie nie znaczę — powiedziała cicho, ale stanowczo. — Zejdę ci z drogi. Dla dobra dziecka. Nie jestem egoistką.W jego oczach pojawił się cień gniewu.— Nie pozwolę ci odejść.— Nie pozwolisz? — powtórzyła, unosząc brwi. — Zgłoszę cię. Powiem, że mnie więzisz. Ktoś mnie stąd zabierze.

Na moment zapadła cisza. Cihan spojrzał na nią uważnie. Zbyt uważnie.— Naprawdę to zrobisz?Nie czekając na odpowiedź, sięgnął do jej torebki. Wyciągnął telefon.I z całej siły cisnął nim o podłogę.Głośny trzask przeciął ciszę.Urządzenie rozpadło się na kawałki.Hancer zamarła.Cihan spojrzał na własny telefon. Bez wahania zrobił to samo.Kolejny huk.— Proszę bardzo — powiedział chłodno. — Zadzwoń teraz.Hancer potrząsnęła głową, jakby nie wierzyła w to, co widzi.— Boże… — wyszeptała. — W jakim człowieku ja się zakochałam…Cihan zrobił krok w jej stronę. W jego oczach nie było już łagodności.— Nie rozumiesz? — powiedział cicho, ale z naciskiem. — To przy tobie nauczyłem się, czym jest miłość.Zatrzymał się tuż przed nią.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *